Moja internetowa książka kucharska, dzięki niej zawsze i wszędzie mam dostęp do swoich ulubionych i sprawdzonych przepisów... nigdy nie zaleję ich kawą ani nie zniszczę.
Blog Kulinarny - rozwiązanie idealne!

29 kwietnia 2010

Obiad po Singapursku...

Przepis pochodzi z najnowszego numeru Kuchni... choć ja go oczywiście pozmieniałam, bo po pierwsze u nas w mieście nigdzie nie można dostać groszku cukrowego (absurd) poza tym mięsko, makaron i groszek to jak dla mnie ubogo, zwłaszcza że w ciąży przyda mi się troszkę zdrowsze jedzenie i dużo warzyw :)

Składniki dla ok. 4 osób:
1 podwójna pierś z kurczaka
1 papryka zielona
1 papryka żółta
1/2 papryki czerwonej
puszka ananasa pokrojonego na kawałeczki (może być w plastrach ale tak wygodniej)
1/2 słoiczka kiełków fasoli mung
1 mała cebulka pokrojona w piórka
kilka grzybków mun
1 opakowanie makaronu chińskiego chow mein
trochę groszku cukrowego (ja zastąpiłam zieloną płaską fasolką)
olej arachidowy do smażenia
sól
przyprawa do potraw chińskich

Marynata do mięsa:
1 łyżka oleju sezamowego
łyżeczka imbiru
1 rozgnieciony ząbek czosnku
1 łyżeczka brązowego cukru (ja dałam trzcinowy)
2 łyżki sosu sojowego (u mnie ciemny)

Wszystkie składniki na marynatę łączymy w miseczce (ja to robię w pojemniczku z przykrywką). Mięso z piersi kroimy w kosteczkę i umieszczamy w marynacie i dokładnie mieszamy, odstawiamy do lodówki na jakieś 30-40 minut.
Papryki kroimy w cienki paseczki i przekrawamy w połowie długości. Grzyby namaczamy we wrzątku i kroimy w paseczki.
Makaron przygotowujemy zgodnie z przepisem na opakowaniu.
Na głębokiej patelni rozgrzewamy olej arachidowy i smażymy na nim pierś z kurczaka, następnie dorzucamy paprykę, groszek, cebulkę, grzybki, ananasa, pędy fasoli mung. Gdy wszystkie składniki zmiękną dodajemy makaron. Doprawiamy do smaku, solą, oraz przyprawą do potraw chińskich.
Zajadamy pałeczkami... lub widelcem jak komuś wygodniej.

Smacznego :)

14 kwietnia 2010

Powstrzymaj zabijanie psów...

Gin dziś na swoim blogu zamieściła tę straszną informację, o zabijaniu psów w Korei.
To nie do pomyślenia, że można coś takiego robić naszym przyjaciołom.
Nie potrafię tego zrozumieć, jak można jeść i delektować się psim mięsem... przecież jest tyle zwierząt które są hodowane na całym świecie dla mięsa, z nimi nikt się nie zaprzyjaźnia i przede wszystkim ich ubój odbywa się humanitarnie bez znęcania się...
A w Korei przyjaciele człowieka, psy które nawet jak się je skarci patrzą na swojego właściciela z miłością w oczach są brutalnie zabijane, duszone i jedzone!!!
Proszę to zajmie dosłownie minutę, wejdź na stronę do której link umieszczony jest poniżej i podpisz petycję potrzeba minimum 1 miliona podpisów, w chwili obecnej potrzebne jest jeszcze ponad 500 000.

Stop Killing Dog's

05 kwietnia 2010

Świąteczny Żurek

W pierwszej kolejności chciałam złożyć najserdeczniejsze życzenia z okazji Świąt Wielkanocnych, może troszkę spóźnione ale chyba to nie szkodzi :)

Strasznie dawno mnie tu nie było... tzn. na durszlaku bywam niemal każdego dnia, ale przez ostatnie tygodnie pierwszego trymestru nie miałam na nic sił, jadłam to co przyswajał mój organizm (choć było to dość trudne). Stwierdzam więc, że w pierwszym trymestrze nie można mówić o żadnej diecie, odpowiednim dobieraniu składników itp. po prostu je się to na co pozwala nam nasz organizm... Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że to co smakowało mi przez dwa tygodnie, trzeciego tygodnia już nie przechodziło, trzeba było szukać sobie czegoś innego do jedzenia, ogólnie najlepiej przyjmowane były płatki, pierogi z owocami, serki wiejskie z owoców banany, następnie jabłuszka o obecnie winogrona, na obiady głównie zupki, domowe, tradycyjne, krupniczek, żurek, a im w nich więcej warzywek tym lepiej :)

Ale wróćmy do świąt i mojej produkcji :) W tym roku z okazji mojego stanu błogosławionego odwiedzili nas na Święta rodzice mojego T. musiałam, więc coś przygotować...
Jedną z ostatnich rzeczy był żurek :) Którego przygotowanie zaczęłam już 4 dni wcześniej, gdyż robiłam z własnego zakwasu na który przepis znalazłam na blogu 2 smaki, choć oczywiście przepis na samą zupkę zmodyfikowałam po swojemu...

Składniki na zakwas:
1/2 szklanki mąki u mnie pszennej

2 listki laurowe

2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę

2 ziarenka ziela angielskiego

1 szklanka wody


Wszystko zmieszać dokładnie w słoiczku i odstawić na min. 2-3 dni w ciepłe miejsce :)

Na zupkę:
2 kostki rosołowe

3 litry wody

sól, pieprz

biała kiełbasa

majeranek


W dniu gotowania żurku, w garnku zagotować ok. 3 litrów wody z rozpuszczonymi w nich dwoma kostkami rosołowymi, dodajemy zakwas, pokrojoną w plastry białą kiełbaskę i doprawiamy solą i pieprzem do smaku, posypujemy zupkę majerankiem i chwilkę gotujemy, aby zupka przeszła aromatem kiełbaski. Podajemy z jajeczkiem pokrojonym na połówki lub ćwiartki.

Dodam, że wszystkim zupka smakowała i była chwalona właśnie ze względu na ten aromat i bardzo się cieszę, bo pierwszy raz w żuciu zrobiłam żurek na własnym zakwasie i choć nie miałam wiary w swoje siły i próbowałam zrobić żurek z zakwasu kupnego, jednak to była wielka pomyłka i szkoda gadać, natomiast z takiego własnego zakwasu żurek uda się każdemu :)

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails